More fun
Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)

Chapter 12 by wt310 wt310

What's next?

Propozycja

Rozdział 3 – Dni wolne

Był początek stycznia 2026.

Do Trzech Króli zostało kilka dni, a zaraz potem długi weekend – 6 stycznia (środa) i dwa dni urlopu branżowego, które EkoMarkt dawał swoim pracownikom.

Sklep miał być zamknięty przez cztery dni z rzędu – pierwszy taki dłuższy odpoczynek od świąt.

W środę przedpołudniem, gdy Magda kończyła właśnie poranną odprawę z kierownikami zmian, Monika podeszła do niej w korytarzu prowadzącym do biura managera.

Obie były w służbowych fartuchach, obie zachowywały pełną profesjonalną hierarchię – Monika mówiła „pani Magdo”, „szefowo”, nie podnosiła wzroku zbyt długo, nie pozwalała sobie na żaden intymny ton.

Ale w jej postawie było coś nowego.

Od kilku tygodni Magda coraz częściej dawała jej samodzielne zadania: rozliczanie kas wieczornych, sprawdzanie dat ważności w chłodniach, układanie grafiku na zastępstwa.

Ostatnio nawet pozwoliła Monice samodzielnie przeprowadzić małą inwentaryzację działu nabiału – i wszystko wyszło idealnie.

– Pani Magdo… – Monika zatrzymała się w bezpiecznej odległości. – Mogę na chwilę?

Magda skinęła głową, zaprosiła ją gestem do biura.

Zamknęła drzwi.

– W te dni wolne… co pani szefowa planuje? – zapytała Monika cicho, ale naturalnie, jakby to było zwykłe pytanie pracownika do przełożonej.

Magda oparła się o biurko.

Westchnęła lekko, z uśmiechem, który miał ukryć samotność.

– Nic specjalnego. Będę u siebie w mieszkaniu.

Może obejrzę jakiś film, otworzę butelkę wina, wreszcie odpocznę.

Wiesz, jak to jest… singielka, sama w domu, bez rodziny.

Praca jest moim życiem, więc jak już mam wolne, to po prostu… wyłączam się.

Monika słuchała bardzo uważnie.

Nie przerwała.

Nie współczuła na siłę.

Tylko kiwnęła głową, jakby to wszystko już wiedziała.

– To… może pani wpadnie do nas? – zapytała po chwili, bardzo spokojnie. – Do mieszkania.

Tata i tak będzie spał wcześnie.

Możemy razem otworzyć to wino.

Jeśli oczywiście szefowa ma na to ochotę.

Magda uniosła brew, zaskoczona.

Przez sekundę w jej głowie pojawiła się cała lawina myśli: szantaż, nagranie, Mariusz, rajstopy, granice, które się przesuwają…

Ale jednocześnie spojrzała na Monikę – na tę drobną, osiemnastoletnią dziewczynę, która w tak młodym wieku stała się opiekunką, matką, pielęgniarką i wojowniczką – i poczuła coś bardzo dziwnego.

Niechęć mieszała się z podziwem.

Złość z sympatią.

– Naprawdę tego chcesz? – zapytała cicho.

Monika spojrzała jej prosto w oczy.

– Tak.

Chcę.

To będą spokojne wieczory.

Tylko my dwie, wino i… cisza.

Bez taty, bez obowiązków.

Po prostu… odpoczynek.

Magda milczała przez długą chwilę.

W końcu kiwnęła głową – bardzo powoli.

– Dobrze.

Przyjdę.

W pierwszy dzień wolnego.

O 20:00?

Monika uśmiechnęła się – bardzo lekko, ale szczerze.

– O 20:00 będzie idealnie.

Wyszła z biura pierwsza, zachowując pełną hierarchię.

Ale kiedy drzwi się zamknęły, Magda została sama i przez chwilę po prostu patrzyła w okno.

Czuła, że coś się zmienia.

Nie na lepsze.

Nie na gorsze.

Po prostu… inaczej.

A Monika, idąc korytarzem z powrotem na kasę, myślała sobie w duchu:

„Może kiedyś jej powiem… że ją szanuję.

Za to, że się nie złamała.

Za to, że wybiła się z niczego.

Ale nie dzisiaj.

Jeszcze nie.”

***

Pierwszy dzień wolnego, 20:02.

Magda stanęła przed drzwiami mieszkania Moniki z butelką czerwonego półwytrawnego w dłoni – prezent, który kupiła po drodze, żeby nie przyjść z pustymi rękami.

Ubrana była swobodnie: czarne legginsy, luźna kremowa bluzka i cienkie, cieliste rajstopy (już nie potrafiła sobie wyobrazić wieczoru bez nich).

Włosy rozpuszczone, lekki makijaż – starała się wyglądać jak zwykła kobieta, a nie jak szefowa.

Monika otworzyła drzwi w dresie i T-shircie, włosy spięte w niechlujny kok.

Uśmiechnęła się szerzej niż zwykle.

– Cześć… wejdź. Tata już śpi. Będzie spokojnie.

W mieszkaniu pachniało herbatą z imbirem i cynamonem.

Na stoliku w salonie stały dwa kieliszki, talerzyk z oliwkami, kawałek sera i krakersy – skromnie, ale z sercem.

Usiadły na kanapie naprzeciwko siebie.

Pierwszy kieliszek poszedł szybko – na zdrowie, za wolne dni, za odpoczynek.

Drugi wolniej – zaczęły rozmawiać.

Monika po drugim kieliszku odstawiła szkło i oparła się wygodniej.

– Wiesz… mama była pielęgniarką – zaczęła cicho. – Pracowała na SOR-ze. Zawsze mówiła, że ludzie najprawdziwsi są wtedy, kiedy bardzo się boją albo bardzo cierpią.

Z tatą robili czasem szalone rzeczy.

Na przykład… kiedyś w środku nocy postanowili pojechać nad morze.

Bez planu, bez rezerwacji.

Dotarli o trzeciej nad ranem i poszli prosto na plażę nudystów.

Wyszli z samochodu, rozebrali się i weszli do wody.

Całkiem nago, w środku nocy, w zimnym Bałtyku.

Mama opowiadała, że śmiali się jak dzieci, a potem kochali się na piasku…

I dziewięć miesięcy później urodziłam się ja.

Uśmiechnęła się blado.

– A potem, szesnaście lat później… mama zachorowała. Nowotwór. Bardzo agresywny.

Odeszła w ciągu ośmiu miesięcy.

Tata się załamał.

Przestał jeść, przestał się ruszać.

Potem pierwszy udar… i już nie wrócił do siebie.

Magda słuchała w milczeniu.

W kieliszku zostało jeszcze wino, ale nie sięgnęła po niego.

– A ty? – zapytała w końcu Monika. – Jak to się stało, że z małej wsi… zostałaś managerką dużego marketu?

Magda westchnęła.

Uśmiechnęła się smutno.

– Wieś to było… nic.

Małe mieszkanie z rodzicami, ojciec pił, mama pracowała na dwie zmiany.

Nie mieliśmy pieniędzy na studia.

Po maturze wyjechałam do miasta.

Zaczęłam od kasjerki w małym osiedlowym sklepiku.

Potem awans na kierownika zmiany, potem na zastępcę, wreszcie na managera.

Ale to nie była bajka.

Pracowałam po 14 godzin, nie miałam życia prywatnego.

Nie miałam chłopaka, bo nie miałam czasu.

Rodzice umarli kilka lat temu – jedno po drugim.

Zostałam sama.

Więc praca stała się wszystkim.

Monika kiwnęła głową – powoli, z szacunkiem.

Potem, żeby rozładować ciężar, zaczęły opowiadać głupie historie ze sklepu.

– Pamiętasz tego klienta, co chciał zwrócić choinkę 27 grudnia, bo „nie pasowała do salonu”? – zaczęła Magda.

Monika parsknęła śmiechem.

– A pamiętasz babcię, która pytała, czy chipsy „są wegańskie”, a jak powiedziałam, że nie, to wzięła trzy paczki „bo i tak dla wnuków”?

Obie zaczęły się śmiać – głośno, swobodnie, jak dwie koleżanki po latach.

Wtedy Magda, śmiejąc się za bardzo, machnęła ręką i wylała pół kieliszka wina na koszulę.

– Cholera… – mruknęła, patrząc na wielką czerwoną plamę.

Monika natychmiast wstała.

– Chodź. Upiorę ci to teraz.

Do rana wyschnie.

A ty… lepiej zostań na noc.

Nie będziesz wracała po winie o drugiej w nocy.

Magda zawahała się.

– Nie chcę robić kłopotu…

– Żadnego kłopotu – przerwała Monika. – Tata śpi jak kamień.

Chodź do łazienki.

W łazience Monika podała jej koszulę nocną swojej mamy – brzoskwiniową, jedwabną, do połowy uda, z delikatną koronką przy dekolcie.

Magda spojrzała na nią niepewnie.

– A… majtki? Mogę pożyczyć jakieś?

Monika zaśmiała się cicho, szczerze.

– Zdrowiej jest spać bez – powiedziała z figlarnym uśmiechem. – Tak zawsze mówiła mama.

I wiesz co? Miała rację.

Magda zarumieniła się lekko, ale nie protestowała.

W końcu stanęła w progu salonu w samej koszuli nocnej – materiał przyjemnie ślizgał się po skórze, sięgał dokładnie do połowy uda.

Monika spojrzała na nią i uśmiechnęła się miękko.

– Wybieraj, gdzie chcesz spać.

Kanapa w salonie jest wygodna… albo możesz u mnie w pokoju.

Mam duże łóżko.

Będzie cieplej.

Magda przez chwilę stała w milczeniu.

W końcu powiedziała cicho:

– U ciebie… będzie lepiej.

Monika kiwnęła głową – bez słowa, bez nacisku.

– Chodź.

W pokoju Moniki było ciemno, tylko mała lampka nocna rzucała ciepłe, bursztynowe światło.

Łóżko było szerokie, z dwoma kołdrami.

Położyły się po przeciwnych stronach – każda po swojej krawędzi.

Cisza trwała długo.

W końcu Monika szepnęła w ciemności:

– Dziękuję… że jesteś.

Magda nie odpowiedziała.

Tylko zamknęła oczy.

I po raz pierwszy od bardzo dawna… nie czuła się samotna.

What's next?

Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)