Chapter 11
by
wt310
What's next?
Piąta wizyta pierwsza bliskość
Rozdział 2 – Piąta wizyta
Magda przyszła o 19:11.
W siatce standardowo: drożdżówki, sok, wędlina, bułki i mały słoik miodu.
Tym razem ubrała się świadomie w nową bieliznę – kremowy, satynowy komplet z koronką, który wybrały z Moniką. Na wierzchu czarna spódniczka do połowy uda i biała koszula na guziczki – rozpięta na dwa górne, żeby nie było zbyt oficjalnie, ale wciąż schludnie. Cieliste rajstopy 15 den – te same, które miała na sobie przez cały dzień w pracy.
Nie zdjęła ich po powrocie do domu.
Wręcz przeciwnie – przez cały dzień czuła ich delikatne napięcie na udach, szept materiału przy każdym kroku, i… podobało jej się to.
To było coś nowego. Coś kobiecego. Coś, czego dawno sobie nie pozwalała.
Monika otworzyła drzwi.
Jej wzrok przesunął się po całym stroju Magdy – zatrzymał się na spódniczce, na rajstopach, na rozpiętej koszuli.
– Pięknie wyglądasz – powiedziała cicho, z prawdziwym uznaniem w głosie. – Tata będzie… bardzo szczęśliwy.
W pokoju dziennym Mariusz już czekał.
Gdy Magda weszła, jego oczy od razu się rozświetliły.
– Basia… jaka ty jesteś… – mruknął z błogością, patrząc na jej nogi, na materiał rajstop, na delikatny dekolt koszuli.
Rozmowa toczyła się spokojnie przez kilkanaście minut – Monika opowiadała o dniu, Magda wtrącała „tak, kochanie”, „oczywiście, skarbie”.
Mariusz słuchał, co chwilę zerkając na jej nogi i dekolt.
W pewnym momencie pochylił się lekko do przodu, z dziecięcą nadzieją w oczach.
– Basiu… – powiedział cicho, prawie szeptem. – Usiądź mi na kolanach… jak kiedyś.
Tak dawno tego nie było…
Magda poczuła, jak serce jej przyspiesza.
Spojrzała na Monikę – ta tylko lekko kiwnęła głową, bez nacisku, ale z wyraźnym oczekiwaniem.
Magda wstała powoli.
Podeszła do tapczanu.
Bardzo delikatnie, ostrożnie, usiadła bokiem na kolanach Mariusza – nie całym ciężarem, tylko częściowo, tak żeby nie zrobić mu krzywdy.
Spódniczka podwinęła się lekko, rajstopy napięły się na udach, a jej pupa delikatnie oparła się o jego krocze.
Mariusz westchnął głęboko, z ulgą i radością jednocześnie.
Jedną chudą ręką objął ją delikatnie za pupę – nie ściskał, nie ugniatał, tylko położył dłoń, jakby chciał po prostu poczuć, że ona tam jest.
****ą ręką zaczął powoli głaskać jej nogę – od kostki w górę, przez łydkę, kolano, udo… palce ślizgały się po cienkim materiale rajstop z wyraźną, nostalgiczną przyjemnością.
– Takie gładkie… ciepłe… – szepnął. – Jak dawniej…
Zerkał ukradkiem w dół – za rozpięty guzik koszuli, na kremową koronkę stanika, na delikatną krągłość piersi.
Uśmiechał się przy tym jak dziecko, które dostało upragnioną zabawkę.
Magda siedziała sztywno przez pierwsze sekundy, ale potem… odpuściła.
Nie było w tym agresji.
Tylko delikatność starego człowieka, który na chwilę wrócił do wspomnień.
Po kilku minutach jego głowa zaczęła opadać.
Oczy się zamgliły.
Dłoń na pupie Magdy rozluźniła się.
Zasnął – spokojnie, z lekkim uśmiechem na ustach.
Monika podeszła cicho.
Pomogła Magdzie delikatnie wstać.
– Bardzo dobrze – szepnęła. – Widziałaś, jak się cieszył?
Dziękuję… naprawdę.
Magda kiwnęła głową.
Nie powiedziała nic, ale w środku czuła dziwną mieszankę – wstydu, ulgi, a jednocześnie… czegoś ciepłego wobec Moniki.
Dziewczyna, która w wieku 18 lat stała się matką, ojcem i pielęgniarką dla własnego rodzica.
Która nie złamała się, tylko zahartowała.
Magda wyszła na klatkę schodową.
Dotknęła miejsca na pupie, gdzie jeszcze przed chwilą leżała dłoń Mariusza.
Rajstopy wciąż szeleściły cicho.
I po raz pierwszy od dawna… nie czuła się aż tak samotna.
What's next?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Market
Historia menadżerki sklepu
- All Comments
- Chapter Comments
