Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Chapter 13
by
wt310
What's next?
Ranek
Rozdział 3 – Poranek po winie
Było około 5:10 rano.
Monika obudziła się pierwsza – młoda, organizm szybko przetworzył wino. Głowa lekko ciężka, ale nic poważnego.
Leżała jeszcze chwilę, patrząc w sufit, potem cicho odsunęła kołdrę i wstała.
Zanim poszła zrobić śniadanie dla taty, zerknęła na Magdę.
Szefowa spała na brzuchu, rozkopana, kołdra zsunęła się prawie do połowy uda.
Jedna noga była podgięta w kolanie, druga wyprostowana – brzoskwiniowa jedwabna koszula nocna podjechała wysoko, prawie odsłaniając pośladki.
Goła skóra ud była lekko zaróżowiona od ciepła snu, delikatna, gładka, z kilkoma drobnymi piegami, które w półmroku lampki nocnej wyglądały jak rozsypane drobinki cynamonu.
Monika przez chwilę po prostu patrzyła.
Nie z pożądaniem.
Raczej z cichym, ciepłym zdziwieniem – że ta sama kobieta, która kiedyś zmusiła ją do czegoś okropnego, teraz leży tu bezbronna, zmęczona, ludzka.
Uśmiechnęła się bardzo cicho pod nosem.
Potem poszła do kuchni zrobić tacie śniadanie – kanapki z serem, herbata z miodem, tabletki.
W tym samym czasie Mariusz też się obudził.
Jak zawsze o świcie – stare nawyki.
Wstał powoli, oparł się o framugę drzwi swojego pokoju, potem ruszył korytarzem w stronę pokoju córki.
Drzwi były uchylone.
Zobaczył „Basię”.
Leżała dokładnie tak, jak pamiętał z dawnych poranków – na brzuchu, rozkopana, z podciągniętą koszulą nocną, nogi lekko rozstawione.
Co prawda… Basia wyglądała trochę inaczej niż w jego wspomnieniach.
Powinna być ciut starsza, bardziej zmęczona życiem, z kilkoma siwymi włosami i głębokimi zmarszczkami.
Ale to przecież ona.
Jego Basia.
Uśmiechnął się do siebie.
Przypomniał sobie, co robił zawsze, kiedy wracała z nocnego dyżuru – zawsze bolały ją stopy po tych wszystkich kilometrach na oddziale.
Bardzo powoli, ostrożnie wszedł do pokoju.
Usiadł na brzegu łóżka.
Magda wciąż spała głęboko.
Mariusz delikatnie położył dłoń na jej kostce – prawej, tej podgiętej.
Zaczął masować – bardzo powoli, okrężnymi ruchami kciuka, przesuwając się w górę przez łydkę, delikatnie ugniatając napięte mięśnie gołej skóry.
Palce ślizgały się po ciepłej, gładkiej powierzchni, czasem muskając delikatnie wewnętrzną stronę kolana.
– Boli cię, Basiu? – szepnął sam do siebie. – Zaraz będzie lepiej… zawsze pomagało…
Magda poruszyła się lekko przez sen, ale nie obudziła.
Westchnęła cicho, jakby ciało samo zareagowało na dotyk – rozluźniło się, noga podgięła się jeszcze bardziej, koszula podjechała kolejne kilka centymetrów.
Mariusz uśmiechnął się szerzej.
Przesunął dłoń wyżej – na udo, wciąż bardzo delikatnie, jakby bał się obudzić żonę po ciężkiej zmianie.
Palce zataczały małe kółka, masując skórę tuż pod krawędzią koszuli.
Wtedy w drzwiach stanęła Monika – z kubkiem herbaty w ręku.
Zamarła.
Przez sekundę patrzyła na ojca, na Magdę, na dłoń na udzie, na odsłoniętą skórę.
Potem bardzo cicho postawiła kubek na komodzie.
– Tato… – szepnęła. – Nie budź mamy.
Niech jeszcze pośpi.
Mariusz kiwnął głową, nie odrywając wzroku od nóg Magdy.
– Tylko masuję… zawsze bolały po dyżurze…
Monika podeszła bliżej.
Spojrzała na Magdę – wciąż śpiącą, rozluźnioną, z lekkim uśmiechem na ustach przez sen.
– Wiem, tato – powiedziała bardzo cicho. – Wiem.
I nie przerwała mu.
Stało się bardzo cicho.
Tylko powolne, delikatne ruchy dłoni Mariusza po gołej skórze Magdy i spokojny, głęboki oddech śpiącej kobiety.
***
Magda powoli wracała do świadomości.
Najpierw był tylko przyjemny, głęboki masaż stóp – palce ugniatające podbicie, przesuwające się po łydce, rozluźniające mięśnie, o których napięciu nawet nie wiedziała.
Szum w głowie od wina wciąż był obecny, miękki, przyjemny, ale już nie tak gęsty jak w nocy.
Potem dotarło do niej ciepło ciała przytulonego do jej pleców.
Chude ramiona obejmujące talię.
Oddech na karku – spokojny, równy, trochę świszczący.
I coś twardszego, co delikatnie opierało się o jej pośladki przez cienki jedwab koszuli nocnej.
Otworzyła oczy.
Pokój Moniki.
Lampka nocna.
Brzoskwiniowa koszula podciągnięta prawie do pasa.
I Mariusz – za nią, wtulony, z dłonią wciąż masującą jej łydkę.
Wszystko wróciło w jednej chwili – jak zimna woda na twarz.
Dług.
Nagranie.
Szantaż.
To, że udaje Basię – żonę, matkę, kochankę.
Co drugi dzień przychodzi tu, przynosi zakupy, siada blisko, pozwala na dotyk, na spojrzenia, na klepnięcie w tyłek.
I teraz… to.
Ciało Mariusza było blisko.
Jego przyrodzenie – długie, chude, już twarde – pulsowało delikatnie przy jej pośladkach.
Nie napierał mocno, nie próbował wejść – po prostu był tam, ciepły, żywy, po raz pierwszy od lat gotowy.
Magda leżała nieruchomo.
Nie cofnęła się.
Nie wstała.
Tylko oddychała – płytko, szybko.
Zaczęła rozważać.
„Na co pozwolę?”
Ręka?
To byłoby proste.
Kilka ruchów, kilka minut i pewnie by doszedł – szybko, bo to przecież pierwszy raz od tak dawna.
Nie musiałaby nawet patrzeć.
Mogłaby po prostu położyć jego dłoń na sobie, poprowadzić, zamknąć oczy.
A może… to samo, co kazała zrobić Monice?
Usta.
Język.
To, co zrobiła tamta dziewczyna w pomieszczeniu socjalnym – nieporadnie, z łzami w oczach, ale skutecznie.
Albo… penetracja?
Tyle że on jest stary, chory, słaby.
Prawdopodobnie nie dałby rady wejść głęboko.
Może tylko kilka centymetrów, kilka ruchów, a potem i tak by skończył na brzuchu albo na udzie.
Ale to już byłoby…
To już byłoby coś innego.
Coś, czego nie da się cofnąć.
Ciało wciąż reagowało na masaż – stopy i łydki były rozluźnione, ciepłe, wdzięczne.
Ale głowa… głowa krzyczała.
„Gdzie postawię granicę?”
„Czy w ogóle postawię?”
„Czy jeszcze mam wybór?”
Za uchylonymi drzwiami stała Monika.
Nie wchodziła.
Tylko patrzyła – przez wąską szparę, z fascynacją i dziwną, mieszaną ciekawością.
Nie czuła już czystej nienawiści.
Była tam sympatia – niechętna, ale prawdziwa.
Podziw dla kobiety, która przetrwała tyle lat w samotności i pracy.
I jednocześnie… ciekawość:
Na ile Magda się zgodzi?
Gdzie w końcu powie „dość”?
Czy w ogóle powie?
Mariusz nie wiedział o żadnych granicach.
Dla niego to była Basia – wróciła po latach, rozluźniona, ciepła, mrucząca pod jego dotykiem.
Przesunął dłoń wyżej – na wewnętrzną stronę uda, wciąż bardzo delikatnie, ale już bliżej krocza.
Magda zamknęła oczy.
Westchnęła cicho – nie z rozkoszy, ale z rezygnacji i jednocześnie z dziwnym, nieoczekiwanym poddaniem się chwili.
Wciąż nie ruszyła się.
Wciąż udawała, że śpi.
Ale już wiedziała, że za chwilę będzie musiała zdecydować.
What's next?
Market
Historia menadżerki sklepu
- All Comments
- Chapter Comments
