Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)

Chapter 2 by jzksdftpgx

Co dalej?

Kąpiel

Naprawdę tego potrzebowała. Ciepła woda sprawiła, że poczuła jak zmęczenie opuszcza jej ciało.

– Jak masz na imię? – spytała dziewczyny. Znała większość służących, a jej nie kojarzyła. Musiała tu być od niedawna.

– Menrisa, pani – odpowiedziała dziewczyna.

– Od jak dawna tu pracujesz?

– Od roku, pani. Twoja matka zauważyła mnie podczas festynu i po rozmowie zaprosiła mnie tu.

Przez jaki czas obie milczały. Menrisa westchnęła, gdy dotknęła brzucha Arenizy.

– Coś nie tak?

– Niee – dziewczyna lekko się zająknęła – tylko, jesteś inna w dotyku.

– Inna? – Areniza uniosła brwi i spojrzała na nią.

– Inna niż twoja matka. I siostra. One są bardzo piękne – Menrisa zarumieniła się lekko – ale są inne w dotyku niż ty, Pani. Ty jesteś jakby twardsza.

– To dlatego, że one nie walczą – uśmiechnęła się – ćwiczenia to spowodowały. Mam więcej mięśni.

– Aha – dziewczyna przez moment gładziła jej ciało jakby bezwiednie, po chwili zorientowała się co robi i zarumieniona przestała. – Myślę, że już wystarczy – powiedziała nagle, zawstydzona.

Areniza zastanawiała się, czy jeszcze się z nią nie podrażnić, ale zrezygnowała z tego. Dziewczyna była dość nieśmiała. Była też dość ładna. Trzeba będzie się upewnić, czy matka zadbała o to by była chroniona. Szkoda byłoby, żeby zaszła w ciążę z kuchcikiem, czy kimś takim. Zasługiwała na więcej.

Dziewczyna przyniosła suknię. Areniza przyjrzała się jej. Była zielona ze złotymi zdobieniami. Nawet jej się podobała. Dziewczyna pomogła ją jej zasznurować. Ameriza podziękowała jej i poszła w kierunku sali, gdzie urządzane były uczty.

Ojciec czekał na nią przed wejściem w towarzystwie wysokiego mężczyzny o smagłej twarzy, był cudzoziemcem. Przyjrzała mu się ciekawie. Była dość wysoka, ale on i tak przewyższał ją o dwie głowy. Był ubrany w elegancki strój, ale nawet on nie był w stanie skryć wszystkich jego mięśni. Skierował na nią swój wzrok, a na jego ustach pojawił się tajemniczy uśmiech. Jego oczy błądziły po jej krągłościach i nim spojrzał jej w oczy skupił się na piersiach. Nie podobało jej się to. Gdy spojrzał w jej oczy na jego uśmiech stał się jeszcze szerszy i bardziej bezczelny.

– O Areniza – ojciec ją zauważył – to jest Azar al Aram.

– Doprawdy? – spojrzała na przybysza. Znała to imię, wielu je znało. To był niemalże legendarny najemnik, kilkanaście lat temu ponoć jego oddział pomógł królowi utrzymać tron, gdy jego brat wzniecił bunt. Podobno sam zabił dziesięciu przywódców buntowników, każdego w walce jeden na jeden.

– We własnej osobie – jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.

– Pan Azar odwiedził nas, bo chce założyć w naszym królestwie szkołę walki.

– Podobno ty też walczysz – zwrócił się do niej.

– Jestem w służbie króla – potwierdziła z dumą.

– Być może będą miał okazję sprawdzić jak dobrze wytrenowane są kobiety w służbie króla.

Ta uwaga była bardzo dwuznaczna i niestosowna, ale jej ojciec jakby tego nie zauważył.

Uczta przebiegała normalnie, jej siostra zasypywała Aznara gradem pytań. Odpowiadał grzecznie, ale patrzył raczej na Arenizę.

– Ari – Felicia zwróciła się do niej – mogłabyś poćwiczyć z panem Aznarem o ile się zgodzi.

– Nie mam nic przeciwko – uśmiechnął się.

– Zobaczymy – powiedziała Areniza.

Co dalej?

Comments

      Want to support CHYOA?
      Disable your Ad Blocker! Thanks :)