Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Chapter 7
by
wt310
What's next?
Pierwsza wizyta
Następnego dnia, 19:12, Magda stała przed drzwiami mieszkania Moniki.
W siatce miała zakupy: drożdżówki z serem, sok jabłkowy, wędlinę drobiową, świeże bułki i słoik dżemu truskawkowego.
Ubrała się w luźny, szary dresowy komplet, który nosiła po domu – bluza z kapturem, spodnie z gumką w kostkach, zwykłe trampki. Włosy spięte w niedbały kucyk. Żadnego makijażu, żadnych ozdób.
Monika otworzyła drzwi niemal natychmiast.
Zmrużyła oczy, patrząc na strój Magdy.
– Wejdź – powiedziała cicho, bez uśmiechu.
Magda weszła do ciasnego mieszkania. Zapach leków, wilgoci i kaszy. W przedpokoju leżała para starych, znoszonych kapci.
– Tata jest w pokoju dziennym – Monika wskazała głową w stronę otwartych drzwi. – Idź. Ja zaraz przyniosę herbatę.
Magda zrobiła kilka kroków.
W małym pokoju z tapczanem i starym telewizorem siedział Mariusz.
Był bardzo wychudzony – skóra napięta na kościach, koszulka polo wisiała na nim jak na wieszaku. Rzadkie, siwe włosy sterczały w nieładzie. Twarz głęboko poorana zmarszczkami, oczy mętne.
Kiedy zobaczył Magdę w progu, nagle się rozjaśnił.
– Basia… – powiedział cicho, z wyraźną radością. – Wróciłaś…
Uśmiechnął się szeroko, pokazując pożółkłe zęby.
Wyciągnął chudą, pokrytą plamami rękę i pomachał nią lekko w powietrzu, jakby chciał ją przywitać.
Magda poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła.
Zmusiła się do uśmiechu.
– Tak… wróciłam – powiedziała cicho, niepewnie.
Monika weszła za nią z tacą – dwie filiżanki herbaty, talerzyk z drożdżówkami.
– Mama wróciła, tato – potwierdziła spokojnie, stawiając tacę na stoliku. – Usiądźcie sobie.
Mariusz kiwnął głową z zadowoleniem.
Patrzył na Magdę z dziecięcą radością, ale nie próbował jej dotknąć.
Tylko uśmiechał się i mruczał pod nosem:
– Basia… ładnie wyglądasz… dawno cię nie było…
Magda usiadła na krześle w bezpiecznej odległości.
Rozmawiali przez około dwadzieścia minut – głównie Monika i ojciec. O pogodzie, o sąsiadach, o starym psie, którego już dawno nie ma.
Magda wtrącała się rzadko – „tak, kochanie”, „oczywiście, skarbie”, „wszystko będzie dobrze”.
Każde słowo kosztowało ją bardzo dużo.
Mariusz słuchał z błogim wyrazem twarzy.
W pewnym momencie oczy mu się zamgliły.
Głowa opadła mu na pierś.
Zasnął bardzo szybko.
Jak dziecko po bajce.
Monika wstała cicho.
Po tym, jak Mariusz zasnął z głową opadającą na pierś, w pokoju zrobiło się bardzo cicho.
Tylko tykanie starego zegara wiszącego na ścianie i odległy szum lodówki.
Monika stała przy drzwiach, oparta ramieniem o framugę. Patrzyła na Magdę bez mrugnięcia.
Magda wstała powoli, zbierając siatkę z resztkami zakupów.
– Moniko… – zaczęła cicho, głosem, który brzmiał jak prośba o litość. – Proszę… niech te spotkania będą tylko tym, czym są teraz. Przynoszę zakupy, siedzę, rozmawiam z nim, udaję… to wszystko.
Boję się zbliżyć do obcego mężczyzny. Całowanie, przytulanie… to dla mnie naprawdę dużo. Za dużo. Proszę…
Monika nie drgnęła.
Przez chwilę patrzyła na Magdę tak, jakby ta właśnie powiedziała coś bardzo głupiego.
Potem zrobiła krok do przodu. Głos miała spokojny, ale ostry jak nóż.
– Dla mnie robienie laski obcemu facetowi w pomieszczeniu socjalnym też było dużo.
Nawet więcej niż dużo.
To był mój pierwszy raz z mężczyzną w ogóle.
Pierwszy raz w życiu miałam coś takiego w ustach.
Pierwszy raz czułam, jak ktoś kończy mi na piersiach.
I zrobiłam to, bo Ty mnie do tego zmusiłaś.
Więc nie mów mi teraz o „dużo”.
Monika zrobiła kolejną pauzę.
Jej oczy były suche, ale w kącikach pojawiło się coś bardzo zimnego.
– Masz naprawdę duży dług, pani Magdo.
Bardzo duży.
I nie myśl sobie, że buziaki i przytulanie to będzie wszystko, czego od ciebie oczekuję.
To dopiero rozgrzewka.
Magda spuściła wzrok.
Czuła, jak robi jej się słabo w kolanach.
Monika kontynuowała, już ciszej, ale bez wahania:
– Na kolejną wizytę, za dwa dni, przychodzisz punktualnie o 19:15.
Ubrana normalnie, jak matka.
Prosta sukienka albo spódnica z bluzką.
I obowiązkowo rajstopy.
Nie ważne, czy cieliste, czarne, szare, beżowe – ale masz je mieć.
Tata lubi rajstopy. Zawsze je lubił.
Nie dyskutujemy.
Magda kiwnęła głową, nie mając siły zaprotestować.
Monika spojrzała na nią jeszcze raz.
Tym razem w jej oczach pojawiło się coś nowego – odrobina wstydu, zmieszana z determinacją.
– Jeszcze jedna sprawa… – powiedziała cicho, jakby sama się tego trochę wstydziła. – Jakie masz owłosienie łonowe?
Magda zamarła.
Poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.
Monika mówiła dalej, patrząc gdzieś w bok:
– Pamiętam, jak mama chodziła z nami na basen.
Zawsze miała tam włosy.
Takie… naturalne.
Tata nadal żyje przeszłością.
Czasem pyta o nią, czasem wspomina, jak wyglądała.
Więc… po prostu powiedz.
Żebyśmy wiedziały, czy trzeba coś… dopasować.
Magda stała jak skamieniała.
– Ja… – głos jej się załamał. – Mam… mam włosy. Naturalne. Nie golę.
Tylko trochę przycinasz… bo to już nie jest tak gęste jak kiedyś.
Monika kiwnęła głową, jakby zapisywała to w głowie.
– Dobrze – powiedziała. – To na razie wystarczy.
Za dwa dni. 19:15.
Nie spóźnij się.
Wyszła pierwsza, zostawiając Magdę samą w przedpokoju.
Magda stała jeszcze chwilę.
Potem otworzyła drzwi i wyszła na klatkę.
What's next?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Market
Historia menadżerki sklepu
- All Comments
- Chapter Comments