Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Chapter 6
by
wt310
What's next?
Dług który nie ma końca
Następnego ranka, 6:45, Monika przyszła do biura managera punktualnie.
Magda już czekała. Na biurku leżały przygotowane dokumenty: umowa na czas nieokreślony, aneks z podwyżką 800 zł netto, dodatkowy dzień wolny w miesiącu. Wszystko podpisane, parafowane, gotowe do wręczenia.
Monika wzięła papiery do ręki. Przejrzała powoli, strona po stronie. Nie uśmiechnęła się. Nie podziękowała.
– Dziękuję – powiedziała tylko, bardzo oficjalnie. – Podpiszę po południu, kiedy będę miała chwilę.
Włożyła dokumenty do swojej małej, różowej torebki.
Potem spojrzała Magdzie prosto w oczy.
– To nie zamyka sprawy, pani Magdo.
Magda poczuła zimny pot na karku.
– Co… co jeszcze?
Monika przysunęła sobie krzesło. Usiadła naprzeciwko. Głos miała cichy, ale bardzo pewny.
– Mam plan, jak spłacić dług, który wobec mnie zaciągnęłaś. Bardzo konkretny plan.
Wyciągnęła z torebki małą karteczkę – zwykłą, wyrwaną z bloczka. Na niej adres i numer mieszkania.
– Co drugi dzień, zaczynając od jutra, przychodzisz do mnie do domu po 19:00. Z zakupami. Najlepiej z tym, co tata lubi: drożdżówki z serem, sok jabłkowy, świeże bułki, czasem jakaś wędlina. Wszystko, co normalna matka kupiłaby dla chorego męża.
Magda zmarszczyła brwi.
– Nie rozumiem…
– Będziesz udawała moją matkę – powiedziała Monika spokojnie. – Dla taty. On niewiele już kojarzy. Czasem myśli, że mama wciąż z nami jest. Czasem pyta o nią. Czasem… próbuje mnie przytulić tak, jak przytulał mamę.
Monika zrobiła krótką pauzę. Spojrzała w okno.
– Od kiedy mama odeszła, ja mu pomagam. Myję go. Karmię. Zmieniałam pieluchy, kiedy trzeba. Ale… – głos jej lekko zadrżał, ale zaraz się opanowała – …są rzeczy, których nie potrafię zrobić. Których się boję. Których nie chcę. A on… mimo że prawie ma siedemdziesiąt lat, mimo choroby… ma potrzeby. Bardzo duże potrzeby.
Magda poczuła, jak robi jej się słabo.
– Chcesz, żebym…?
– Na początku bardzo powoli – kontynuowała Monika, jakby recytowała dobrze wyćwiczony plan. – Najpierw tylko przyjdziesz. Pogadasz z nim. Pogłaskasz po głowie. Może dasz buziaka w policzek. Potem… pozwolisz, żeby Cię przytulił. Żeby dotknął ramienia, talii. Żeby poczuł, że jest jakaś kobieta obok.
Później… zobaczymy.
Monika spojrzała Magdzie prosto w oczy.
– Nie będę Cię zmuszać do niczego od razu. Nie jestem potworem. Ale chcę, żeby tata miał ulgę. Chcę, żeby choć trochę poczuł się jak dawniej. A Ty… Ty mu to dasz. Bo jesteś mi winna. Bardzo winna.
Magda próbowała coś powiedzieć, ale głos jej się załamał.
Monika wstała.
– Jutro o 19:15. Weź zakupy. I ubierz się… normalnie. Jak matka. Żadnych służbowych ciuchów.
Nie spóźnij się.
Wzięła papiery i wyszła.
Drzwi zamknęły się cicho.
Magda została sama.
Patrzyła na puste krzesło naprzeciwko.
I po raz pierwszy od wczoraj poczuła, że dług, który zaciągnęła, nie ma końca.
Co robisz jutro o 19:00?
What's next?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Market
Historia menadżerki sklepu
- All Comments
- Chapter Comments