Market
Historia menadżerki sklepu
Chapter 1
by
wt310
Trzy miesiące. Dokładnie dziewięćdziesiąt dwa dni odkąd Magda Nowak formalnie przejęła klucze do biura managera w „EkoMarkt – filia Ostrów Boczny”.
Dziewięćdziesiąt dwa dni bez większych wpadek. Bez kradzieży towaru na większą skalę, bez masowego odejścia kasjerów, bez pożaru w dziale mięsnym i – co najważniejsze – bez ani jednej negatywnej uwagi od regionalnego. Na razie.
Każdego ranka, kiedy o 5:40 wchodziła tylnym wejściem, wciąż czuła ten sam skurcz w żołądku. Jakby nadal była tą dziewczyną z Raboszczy, która przyjechała do miasta z jedną walizką i nadzieją, że nikt nie zauważy, że jej buty mają już osiem lat.
Dziś jednak żołądek ściskało mocniej.
Drzwi do biura były uchylone. W środku paliło się światło, a na jej krześle siedział mężczyzna, którego nie znała.
Duży. Bardzo duży. Metr dziewięćdziesiąt, może więcej. Brzuch napierał na guziki białej, już dawno niemodnej koszuli. Siwe włosy zaczesane do tyłu, trochę przetłuszczone na skroniach. Twarz poorana zmarszczkami, które wyglądały, jakby ktoś wyrył je tępym nożem. Około pięćdziesięciu pięciu lat. Może sześćdziesiąt.
Na stole przed nim leżała czarna teczka z logo sieci i napisem KONTROLA WEWNĘTRZNA – OKRESOWA.
– Dzień dobry, pani Magdo – powiedział spokojnie, nie podnosząc się. Głos miał niski, trochę jakby zmęczony.
– Nazywam się Henryk Wiśniewski. Regional przysłał mnie… ocenić, jak pani sobie radzi.
Magda poczuła, że prawa dłoń sama zaczyna robić to, co zawsze robiła w stresujących sytuacjach – poprawiać okulary, które wcale nie zjeżdżały.
– Dzień dobry… panie Henryku – odpowiedziała, starając się, żeby głos nie drżał. – Nie zostałam uprzedzona.
– Nie mieliśmy takiego obowiązku. – Uśmiechnął się kącikiem ust, ale oczy pozostały obojętne.
– To nie audyt z zapowiedzią. To kontrola z zaskoczenia. Właśnie dlatego jest skuteczna.
Magda przełknęła ślinę. W głowie już przelatywały jej najgorsze scenariusze:
lodówki w mięsnym 8,2 stopnia zamiast 2–4
brak daty na otwartej paczce sera w chłodziarce ekspedycyjnej
ekspozycja promocyjna chipsów, która stoi krzywo od dwóch dni
jedna z nowych kasjerek, która wczoraj powiedziała „do chuja” do mikrofonu, myśląc, że nikt jej nie słyszy
– Rozumiem – wydusiła z siebie. – Od czego zaczynamy?
– Od obchodu. – Wiśniewski powoli wstał. Krzesło zaskrzypiało z wyraźną ulgą. – Chciałbym zobaczyć wszystko. Magazyn, sklep, zaplecze, biuro kasowe, sanitariaty dla personelu. Wszystko.
Zatrzymał się przy drzwiach i spojrzał na nią z góry.
– I oczywiście… chciałbym zobaczyć, jak pani radzi sobie z personelem. To podobno pani najmocniejszy punkt, prawda? – Ton był uprzejmy. Za uprzejmy.
Magda poczuła, że robi jej się gorąco pod kołnierzykiem służbowej marynarki. Wiedziała, co o niej gadają w regionie. „Ta nowa z prowincji, taka drobna, niepozorna, ale podobno potrafi ich wszystkich ustawić do pionu”. Plotka, która miała jej pomagać, właśnie zaczęła się odwracać przeciwko niej.
– Tak – odpowiedziała cicho, prostując się mimo woli. – Chodźmy.
Wyszli na korytarz.
Już przy pierwszych krokach czuła na plecach jego spojrzenie. Nie było w nim nic jednoznacznie lubieżnego, ale też nie było obojętne. Było… oceniające. Jakby ważył ją na niewidzialnej wadze: ile waży jej autorytet, ile jej nerwy, ile jej ciało w tym szarym służbowym uniformie, który nagle wydał jej się o dwa rozmiary za ciasny.
Minęli dział warzywny.
Minęli kasę nr 5, przy której siedziała akurat Kasia – ta sama, która wczoraj miała „ten” tekst przez głośniki.
Minęli wejście do chłodni.
I wtedy Wiśniewski się zatrzymał.
– Proszę pani… – powiedział cicho, prawie szeptem. – Zanim pójdziemy dalej… jest jedna rzecz, o której chciałbym porozmawiać. Na osobności.
Odwrócił się w stronę drzwi do małego pomieszczenia socjalnego dla kierowników zmiany.
– Tam.
Magda spojrzała na drzwi.
Potem na niego.
I po raz pierwszy od trzech miesięcy naprawdę pożałowała, że jest tu sama.
What's next?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)
- All Comments
- Chapter Comments