Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Chapter 2
by
wt310
What's next?
Idzie z nim do pokoju socjalnego
Magda przez moment jeszcze patrzyła na uchylone drzwi pomieszczenia socjalnego, jakby mogły same się zamknąć i uratować ją przed tym, co miało nadejść.
W końcu skinęła głową – krótko, prawie niezauważalnie.
– Dobrze… chodźmy tam.
Głos jej drżał na samym końcu zdania.
Wiśniewski nie skomentował. Tylko otworzył drzwi szerzej i przepuścił ją przodem – gestem, który w innych okolicznościach mógłby uchodzić za uprzejmy.
Pomieszczenie było małe, ciasne, śmierdzące starym kawowym fusem i wilgocią z nieszczelnego odpływu. Stół, dwa krzesła, lodówka z naklejkami „NIEOTWIERAĆ – TOWAR”, na ścianie pożółkły kalendarz z zeszłego roku. Żadnego okna. Żadnej kamery – przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Drzwi zamknęły się za nimi z cichym kliknięciem zamka.
Wiśniewski nie usiadł. Stanął przy stole, opierając się biodrem o blat. Patrzył na nią z góry – metr dziewięćdziesiąt robił swoje.
– Nie będę owijał w bawełnę – zaczął spokojnie. – Zrobiłem już szybki obchód wczoraj po południu i dziś rano. Jest kilka rzeczy, które… mogłyby panią kosztować stanowisko.
Wyciągnął z kieszeni telefon, odblokował go i zaczął wyliczać, patrząc na ekran:
– Chłodnia mięsna – 7,1°C zamiast 4°C maksymalnie.
– Na regale z nabiałem – otwarte opakowanie sera pleśniowego bez daty otwarcia.
– Kasa nr 4 – uszkodzony czytnik kodów, zgłoszenie do serwisu sprzed 9 dni, zero reakcji.
– I… – tu zrobił krótką pauzę i podniósł wzrok – …w damskiej toalecie na zapleczu brak mydła od co najmniej tygodnia. To już nie drobiazg, pani Magdo.
Magda poczuła, jak robi jej się gorąco w klatce piersiowej.
– Mogę to poprawić jeszcze dzisiaj – powiedziała szybko. – Wszystko. Do końca zmiany będzie idealnie.
– Owszem – zgodził się Wiśniewski. – Tylko że ja piszę raport dzisiaj. Przed 17:00. I w nim będzie napisane dokładnie to, co widziałem. A nie to, co pani obiecuje poprawić.
Zamilkł. Spojrzał na nią bardzo powoli – od stóp do głów i z powrotem.
– Ale… – dodał ciszej – …jestem rozsądnym człowiekiem. I nie lubię psuć komuś życia na samym początku. Szczególnie takiej… drobnej, ambitnej kobiecie, która tak się stara.
Magda przełknęła ślinę tak mocno, że aż zabolało gardło.
– Co pan proponuje? – zapytała, choć już wiedziała.
Wiśniewski odpiął pasek. Powoli. Bez pośpiechu. Jakby robił to tysiąc razy.
– Proste rozwiązanie – powiedział, rozpinając rozporek. – Ty… albo ktoś z twojego personelu… zrobisz mi małą, przyjemną przysługę. Tu. Teraz. Na kolanach.
I wtedy raport będzie… bardzo łagodny. „Drobne uchybienia natychmiast skorygowane przez nowego managera”. Zero punktów karnych. Zero wpisu do akt.
Zamilkł na moment.
– Albo… – dokończył – …piszę wszystko, jak było. I wtedy… zobaczymy, czy region da ci ****ą szansę.
Cisza w pomieszczeniu stała się lepka.
Magda patrzyła na niego. Na jego brzuch, który teraz wyglądał jeszcze większy. Na dłoń, która właśnie wyjmowała członka – grubego, żylastego, już częściowo twardego.
– Mam wybór? – zapytała cicho, prawie szeptem.
Wiśniewski uśmiechnął się kącikiem ust.
– Zawsze jest wybór, pani Magdo.
Tylko że jeden z nich kończy się twoim powrotem na wieś z walizką i opinią „nie nadaje się na kierownicze stanowisko”.
Patrzył na nią wyczekująco.
What's next?
Market
Historia menadżerki sklepu
- All Comments
- Chapter Comments
