Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Chapter 16
by
wt310
What's next?
Wieczór w trójkę
Rozdział 3 – Wieczór we troje
Wieczór minął spokojnie i przyjemnie.
Po kolacji (proste kanapki z serem i szynką, herbata z miodem) usiedli we troje w salonie.
Mariusz zajął swój ulubiony fotel, Magda i Monika kanapę naprzeciwko.
Film – stary polski komediodramat z lat 90., „Kiler” – wybrany przez Mariusza, bo „zawsze śmieszył Basię”.
Śmiali się w tych samych momentach.
Mariusz czasem komentował cicho: „Pamiętasz, Basiu, jak my też kiedyś tak uciekaliśmy przed kontrolą drogową?”.
Magda kiwała głową, uśmiechała się, udawała, że pamięta.
Gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, Mariusz nagle ożywił się.
– Monia… – powiedział cicho, z błyskiem w oku. – Przynieś tę kasetę.
Tę, co jest schowana w szafie mamy… za butami.
Włącz ją.
A potem… możesz iść poczytać do swojego pokoju.
Chcę zostać sam na sam z Basią.
Monika spojrzała na Magdę – krótko, pytająco.
Magda tylko lekko kiwnęła głową.
Monika wstała.
Po chwili wróciła z małą, czarną kasetą VHS, bez etykiety.
Włożyła do starego odtwarzacza, który stał na komodzie pod telewizorem.
Włączyła.
Potem cicho wyszła.
Ale nie zamknęła drzwi do końca.
Zostawiła szparę – wąską, ale wystarczającą, żeby widzieć i słyszeć wszystko.
Film zaczyna się w salonie, który wyglądał prawie identycznie jak teraz – tylko tapczan młodszy, firanki w kwiaty, na ścianie kalendarz z 1996 roku z gołą dziewczyną w czerwonych szpilkach.
Kamera stoi na statywie, lekko chwiejnie ustawiona.
Na środku pokoju stoi Basia– w klasycznym, białym, dopasowanym stroju pielęgniarki z lat 90.: krótki, rozkloszowany fartuch z guziczkami z przodu, biała czapka z czerwonym krzyżykiem, pod spodem biała halka, cieliste, bardzo cienkie rajstopy 15 den, białe buty na niskim słupku.
Uśmiecha się do kamery figlarnie, przekrzywia głowę, zakłada ręce za plecami jak grzeczna uczennica.
„No to co, doktorze… pacjent gotowy na badanie?” – mówi słodko, z lekkim chrypieniem w głosie, które zdradza, że piła wino przed nagraniem.
Za kamerą słychać śmiech Mariusza – młody, mocny, pełen podniecenia.
Basia podchodzi powoli, kołysząc biodrami.
Klęka przed nim – kolana na dywanie.
Rozpina mu spodnie bardzo powoli, jakby chciała przedłużyć napięcie.
Wyciąga członka – już twardy, długi, lekko zakrzywiony – i bierze go do ust z pasją.
Głowa porusza się szybko, głęboko, z głośnym mlaskaniem, śliną spływającą po brodzie.
Ręce na jego biodrach, palce wbite w skórę, jakby chciała go przyciągnąć jeszcze głębiej.
Po chwili wstaje.
Zdejmuje fartuch – guziki pękają z cichym trzaskiem.
Zostaje w samym staniku i rajstopach – biała koronka na piersiach, rajstopy lekko połyskujące w świetle lampy.
Odwraca się tyłem, opiera dłońmi o stół, pochyla mocno – pupa wypięta, rajstopy napięte na pośladkach.
Mariusz podchodzi z tyłu.
Pierwszy klaps – głośny, soczysty, ale kontrolowany.
Basia śmieje się cicho, lekko wzdryga.
Kolejne klapsy – trzy, cztery, pięć.
Każdy mocniejszy, każdy zostawia delikatny czerwony ślad pod nylonem.
„Oj, doktorze… byłam dzisiaj bardzo niegrzeczna na dyżurze…” – mówi Basia, udając wstydliwy ton.
„Opowiadaj…” – warczy Mariusz.
„Widziałam dzisiaj tyle dorodnych penisów…
Młody chłopak po wypadku… duży, gruby…
Starszy pan po operacji… długi jak mój palec…
Miałam bardzo niegrzeczne myśli…
Chciałam ich dotykać… ssać… brać do cipki…
Jestem bardzo niegrzeczną dziewczynką…”
Mariusz łapie ją za włosy – delikatnie, ale stanowczo – ciągnie głowę do tyłu i całuje w usta – mocno, głęboko, z językiem.
Potem schodzi niżej – całuje kark, plecy, kręgosłup, aż dochodzi do pośladków.
Najpierw wącha przez nylon – głośno, z lubością, nosem wtulonym w materiał.
Potem całuje, przygryza delikatnie rajstopy, zostawiając małe ślady zębów.
Schodzi jeszcze niżej – chwyta jej prawą stopę, unosi, wącha podbicie przez nylon, liże powoli, podgryza palce stóp, jakby smakował każdy centymetr.
W końcu bierze ją na ręce – lekko, jakby ważyła tyle co piórko.
Każe jej chwycić kamerę.
Przenosi ją do łazienki.
Stawia w wannie.
Każe uklęknąć.
„Mów, jaka jesteś złą dziewczynką…”
Basia klęczy w wannie, patrzy w kamerę, oczy błyszczące.
„Jestem bardzo złą dziewczynką…
Lubiłam patrzeć na penisy pacjentów…
Chciałam ich dotykać… ssać… brać w dupę…
Chcę, żebyś mnie ukarał…”
Mariusz rozbiera się do naga.
Podchodzi z pełnym, długim członkiem.
Policzkuje nim jej policzek – delikatnie, rytmicznie, zostawiając mokre ślady.
„Otwórz usta.”
Basia otwiera szeroko.
„Bierz do końca… po same jaja…
I nie przestawaj, dopóki nie wyssiesz całej spermy.
Nie waż się niczego wypuścić.”
Basia daje radę – choć widać, że długi członek to dla niej wyzwanie.
Głęboko, do gardła, z lekkim kaszlem, ale nie przerywa.
Gdy dochodzi – głośno, z jękiem – połyka wszystko, do ostatniej kropli.
Uśmiecha się do kamery z triumfem, z resztkami spermy na brodzie.
Na koniec Mariusz staje nad nią.
Oddaje mocz – ciepły, długi strumień na jej piersi, na szyję, na twarz.
Basia zamyka oczy, uśmiecha się, jakby to był najpiękniejszy prysznic świata.
Film się kończy – obraz śnieży, potem czarny ekran.
W salonie panuje cisza.
Perspektywa Magdy
Magda siedziała sztywno na kanapie.
Jej oddech był płytki, przyspieszony.
Sutki twarde pod swetrem, boleśnie napięte.
Między nogami ciepło, wilgoć, pulsowanie, którego nie mogła zignorować.
Nie spodziewała się, że stary, ziarnisty film z lat 90. tak na nią zadziała.
Widziała w Basi coś, co sama kiedyś miała – wolność, odwagę, pożądanie.
I jednocześnie… zazdrość.
Bo Basia robiła to z miłości, z zabawy, z własnej woli.
A ona… ona robiła to z długu.
Z konieczności.
Z rezygnacji.
Ale ciało nie słuchało głowy.
Ciało chciało więcej.
Perspektywa Mariusza
Mariusz siedział w fotelu naprzeciwko.
Nie spuszczał wzroku z Magdy.
Widział, jak jej policzki płoną, jak oddycha szybciej, jak zaciska uda.
Uśmiechnął się pod nosem – ten sam uśmiech, co na filmie.
Wiedział, że „Basia” się podnieciła.
Wiedział, że film zadziałał.
Dla niego to nie był tylko seks z przeszłości.
To było wspomnienie, które wciąż żyło.
I teraz… teraz ta nowa Basia, która wyglądała trochę inaczej, ale miała te same nogi, ten sam zapach, te same westchnienia…
dawała mu nadzieję, że może jeszcze raz poczuje to samo.
Perspektywa Moniki
Monika stała za uchylonymi drzwiami.
Nigdy nie widziała tej kasety.
Nie miała pojęcia, że rodzice nagrywali takie rzeczy.
Patrzyła z fascynacją i lekkim szokiem.
Widziała ojca – starego, chorego, ale na chwilę znów młodego, silnego, podnieconego.
Widziała Magdę – szefową, która kiedyś ją skrzywdziła, a teraz siedziała tam z zarumienioną twarzą, z twardymi sutkami, z oddechem przyspieszonym jak po biegu.
I nie czuła już czystej nienawiści.
Była tam ciekawość:
Na ile dalej Magda pozwoli sobie pójść?
Gdzie w końcu powie „dość”?
Czy w ogóle powie?
I jednocześnie… dziwna, niechętna sympatia.
Bo ta kobieta, mimo wszystko… nie uciekła.
Nie złamała się.
Została.
Film się skończył.
W salonie zapanowała cisza.
What's next?
Market
Historia menadżerki sklepu
- All Comments
- Chapter Comments
