Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)

Chapter 3 by wt310 wt310

What's next?

Robi to sama

Minęło dokładnie pięć minut i czterdzieści sekund, kiedy Magda otworzyła drzwi swojego biura.

Wiśniewski wciąż siedział na jej krześle. Nie ruszył się ani o centymetr. Tylko teczka leżała teraz zamknięta na blacie, a on spokojnie splatał dłonie na brzuchu.

Spojrzał na nią pytająco, bez słowa.

Magda zamknęła drzwi za sobą. Tym razem nie przekręciła klucza.

Stało się bardzo cicho.

– Zgadzam się – powiedziała, patrząc gdzieś w okolice jego lewego ramienia. Głos miała suchy, jakby ktoś wysuszył jej gardło papierem ściernym. – Ale… tylko ja. Nikt inny.

Wiśniewski powoli skinął głową, jakby właśnie usłyszał coś, co było dla niego oczywiste od samego początku.

– Rozsądna decyzja – mruknął. – Doceniam.

Wstał z krzesła. Krzesło znów zaskrzypiało, tym razem jakby z żalem. Podszedł do drzwi i przekręcił zamek – tym razem on.

Potem wrócił na miejsce, ale nie usiadł. Stanął przy biurku, oparł się biodrem o blat i rozpiął pasek. Powoli, metodycznie. Bez pośpiechu.

– Na kolana – powiedział cicho, prawie uprzejmie.

Magda poczuła, że ziemia pod nią się kołysze. Zdjęła okulary drżącymi palcami i położyła je ostrożnie na biurku. Nie chciała, żeby spadły. Nie chciała, żeby cokolwiek się rozbiło.

– Załóż je z powrotem – rzucił spokojnie Wiśniewski. – Lubię patrzeć, jak inteligentne kobiety w okularach to robią.

Magda zamrugała, zaskoczona. Ale posłuchała. Włożyła okulary z powrotem na nos, czując, jak szkła lekko zamgliły się od jej przyspieszonego oddechu.

Uklękła.

Podłoga była zimna. Bardzo zimna.

Kiedy podniosła wzrok, zobaczyła go z bliska – brzuch, który teraz wyglądał jeszcze większy, materiał spodni rozpięty, a w dłoni… jego przyrodzenie. Grube, żylaste, z wypukłymi żyłami wijącymi się po powierzchni jak korzenie starego drzewa. Nie było szczególnie długie, ale obwód sprawiał, że wyglądało na wyzwanie. Pachniało mydłem i potem. Lekko słonawo. Nie najgorzej. Nie najgorzej, powtarzała sobie w głowie jak mantrę.

– No dalej – ponaglił ją cicho. – Mamy mało czasu.

Zamknęła oczy.

Pierwsze dotknięcie wargami było najgorsze. Musiała rozchylić usta szerzej niż kiedykolwiek, czując, jak gruba główka napiera na jej wargi, zmuszając je do rozciągnięcia. Wzięła go do ust powoli, starając się nie zadławić – żylasta powierzchnia ocierała się o jej język, a ona musiała pracować szczęką, żeby objąć go w całości. Ruchy głową były powolne, metodyczne: do przodu, wciągając go głębiej, potem cofając się, liżąc spód językiem, żeby było mokro i ślisko. Staranie się, żeby nie dotykać zębami – to wymagało skupienia, bo jego grubość wypełniała jej usta całkowicie, nie zostawiając miejsca na błędy. Ssała delikatnie, czując pulsowanie żył pod wargami, smakując słony pot, który mieszał się z jej śliną. Jej dłonie odruchowo powędrowały do jego ud, żeby się podeprzeć, ale on szybko złapał ją za nadgarstki i przycisnął do swoich bioder – teraz mogła tylko ruszać głową, coraz szybciej, coraz głębiej, czując, jak jej policzki się zapadają od ssania.

Słyszała jego oddech – najpierw spokojny, potem coraz szybszy, chrapliwy. Poczuła, jak jedna jego duża dłoń ląduje jej na karku. Nie przyciskał mocno, ale wystarczająco, żeby pokazać, kto tu decyduje o tempie. Trwało to dłużej, niż się spodziewała – może osiem minut, może dziesięć. Jej szczęka bolała od wysiłku, usta były zdrętwiałe od rozciągania, a ślina kapała jej po brodzie.

W końcu napiął się cały. Westchnął ciężko, gardłowo. Wyciągnął się z jej ust w ostatniej chwili i skończył na twarzy – gorące strumienie trafiły w jej policzek, nos, okulary, spływając po szkle i skórze.

Magda zamrugała, czując kleistą wilgoć na twarzy. Nie ruszyła się.

Wiśniewski poprawił spodnie. Zapiał pasek. Wyglądał teraz prawie tak samo jak na początku – jakby nic się nie wydarzyło.

– Zbierz to palcami i połknij – powiedział spokojnie, bez emocji. – Nie chcę śladów.

Magda drżącymi rękami zebrała to, co mogła – z policzka, z nosa, z okularów. Włożyła palce do ust i połknęła. Słono-gorzki smak wypełnił jej gardło. Zakrztusiła się lekko, ale przełknęła.

– Dobrze – powiedział, biorąc teczkę. – Raport będzie… pozytywny. Drobne uchybienia, natychmiast skorygowane. Nowy manager wykazał się odpowiedzialnością i szybkim reagowaniem.

Magda wciąż klęczała. Czuła smak w ustach. Słony. Gorzki. Obcy. Twarz paliła ją od wstydu i resztek.

– Mogę… wstać? – zapytała cicho.

– Oczywiście.

Wstała bardzo powoli. Nogi jej drżały. Musiała się oprzeć o biurko.

Wiśniewski spojrzał na nią ostatni raz.

– Jeszcze jedno, pani Magdo.

Zamarła.

– Następna kontrola będzie za jakieś… cztery, może pięć miesięcy. – Uśmiechnął się kącikiem ust. – Będę się cieszył, jeśli znów to pani będzie.

Nie czekał na odpowiedź.

Otworzył drzwi. Wyszedł.

Magda została sama.

Usiadła na podłodze. Plecami do biurka. Objęła kolana rękami.

I po raz pierwszy od trzech miesięcy zapłakała. Cicho. Bez dźwięku.

What's next?

Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)