Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Chapter 4
by
wt310
What's next?
Magda świeża 18
Magda czuła, jak podłoga ucieka jej spod kolan.
Gardło miała zaciśnięte tak mocno, że ledwo mogła przełknąć.
– Monika – wyszeptała w końcu, prawie bez tchu. – Wybieram Monikę.
Wiśniewski uniósł brew. Przez ułamek sekundy w jego oczach błysnęło coś nowego – coś głodnego i bardzo spokojnego jednocześnie.
– Ta mała? – upewnił się. – Ta, co ledwo skończyła osiemnaście?
Magda kiwnęła głową, nie patrząc mu w oczy.
– Tak… bardzo się stara. Nie może stracić tej pracy. Ma… ma chorego ojca. Zrobi wszystko.
Wiśniewski przez chwilę nic nie mówił. Potem skinął głową, jakby właśnie dostał prezent, którego się nie spodziewał.
– Dobrze. Idź po nią. Powiedz, że potrzebujesz pomocy przy inwentaryzacji w małym magazynie. Że to pilne.
I szybko. Nie lubię czekać.
Magda wstała. Nogi miała jak z waty.
Wyszła na korytarz, czując, że właśnie sprzedała kawałek własnej duszy.
Monika była na kasie nr 7 – drobna, jasnowłosa, w za dużym służbowym fartuchu, który wisiał na niej jak na wieszaku. Uśmiechała się do każdego klienta, nawet gdy ręce jej drżały od stresu.
Kiedy Magda podeszła, Monika od razu się wyprostowała.
– Pani Magdo? Potrzebuje pani czegoś?
– Tak… – Magda zmusiła się do uśmiechu, który wyszedł jak grymas. – Chodź ze mną na chwilkę do małego magazynu. Jest problem z towarem. Pomóż mi, dobrze?
Monika kiwnęła głową natychmiast.
– Oczywiście! Zaraz wracam – rzuciła do koleżanki i poszła za Magdą.
Idąc korytarzem Magda nie mogła patrzeć na jej drobną sylwetkę, na te chude ramiona, na dziecięcą jeszcze buzię.
Czuła się jak najgorszy człowiek na świecie.
W pomieszczeniu socjalnym Wiśniewski stał oparty o stół.
Drzwi zamknęły się za nimi.
Monika zamarła w progu.
Magda nie dała jej czasu na reakcję.
– Moniko… przepraszam – powiedziała cicho, głosem, który pękał na każdym słowie. – Kontrola wyszła bardzo źle. Bardzo dużo uchybień. Jeśli raport pójdzie tak, jak jest… wylecisz. Przed końcem okresu próbnego. Bez umowy. Bez referencji. Bez pieniędzy. I twój tata…
Nie dokończyła.
Nie musiała.
Monika patrzyła na nią wielkimi oczami. Potem na Wiśniewskiego. Potem znowu na Magdę.
– Co… co mam zrobić? – zapytała bardzo cicho.
Wiśniewski uśmiechnął się lekko.
– Podejdź bliżej – powiedział spokojnie. – I ściągnij górną część ubrań. Chcę zobaczyć twój biust.
Perspektywa Moniki
Monika poczuła, jak świat wiruje.
Ręce jej drżały tak mocno, że ledwo mogła je opanować.
Kiedy Magda zaczęła mówić – o kontroli, o raporcie, o tacie – Monika dyskretnie sięgnęła do kieszeni fartucha. Palcami znalazła telefon. Włączyła nagrywanie głosu – szybko, bez patrzenia, zanim ktokolwiek zauważył. To był odruch. Coś, co robiła czasem, kiedy czuła się niepewnie. Ale teraz… teraz to mogło być coś więcej. Hak. Tajemnica. Ochrona.
Nagrywanie ruszyło.
Słyszała własny głos w głowie: „Co mam zrobić?”
Wiśniewski patrzył na nią jak na rzecz.
Powiedział, żeby ściągnęła górę ubrań. Że chce zobaczyć biust.
Monika zawahała się.
Potem, drżącymi palcami, rozpięła fartuch. Bluzka pod spodem poszła następna – guzik po guziku. Stanik – prosty, biały, dziecinny prawie – odpięła z tyłu i pozwoliła mu opaść.
Jej piersi były naprawdę małe, prawie płaskie – ledwie wypukłości z różowymi sutkami, które teraz stwardniały od zimna i przerażenia. Nigdy wcześniej nikt ich nie widział. Nigdy nikt nie dotykał.
Wiśniewski podszedł bliżej.
Rozpiął spodnie.
Wyjął członka – grubego, żylastego, pulsującego.
– Klęknij – powiedział spokojnie, ale z nutą, która nie dopuszczała dyskusji.
Monika uklękła. Podłoga paliła zimnem przez rajstopy.
– Otwórz usta – dodał.
Zrobiła to.
Nie wiedziała, co
[dalej.
To
](http://dalej.To) był jej pierwszy raz z mężczyzną. Pierwszy raz w ogóle.
Wsunął się powoli.
Czuła smak – słony, dziwny, obcy.
Nie wiedziała, jak ruszać głową, jak ssać.
Próbowała naśladować coś, co widziała w filmach – raz do przodu, raz do tyłu, ale nieporadnie, zbyt płytko, zbyt delikatnie. Zęby musnęły go raz czy dwa.
Język leżał płasko, nie wiedziała, co nim robić.
Wiśniewski westchnął z irytacją.
Złapał ją za włosy – nie brutalnie, ale stanowczo – i zaczął prowadzić.
Głębiej. Szybciej.
Monika zakrztusiła się, oczy jej zaszły łzami.
Ale nie cofnęła się.
Nie mogła.
Trwało to kilka minut – on dyktował tempo, ona próbowała nadążyć, nieporadnie, z kaszlem i śliną spływającą po brodzie.
W końcu napiął się cały. Wyciągnął się z jej ust i skończył na klatce piersiowej – gorące strumienie trafiły na małe piersi, na obojczyki, na szyję.
Puścił ją.
Poprawił spodnie.
Nie powiedział nic. Tylko skinął głową – jakby to było coś zupełnie zwyczajnego.
Monika wstała powoli.
Przycisnęła fartuch do piersi.
Telefon w kieszeni wciąż nagrywał – głos Magdy, głos Wiśniewskiego, jej własny szept.
Wyszła bez słowa.
W łazience umyła się szybko, zimną wodą.
Wyłączyła nagrywanie.
Schowała telefon głęboko w
[torebce.
To
](http://torebce.To) będzie jej tajemnica.
Jej hak na Magdę.
Na wszelki wypadek.
What's next?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)
Market
Historia menadżerki sklepu
- All Comments
- Chapter Comments