Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)

Chapter 4 by wt310 wt310

What's next?

Anię – doświadczona 55-letnia kasjerka, drobna i wysportowana, która już raz dostała „litość” od Magdy

Magda czuła, jak podłoga pod kolanami staje się coraz zimniejsza, a serce bije tak mocno, że prawie nie słyszała własnych myśli.

– Ania – wyszeptała w końcu, głosem ledwo słyszalnym. – Wybieram Anię.

Wiśniewski uniósł brew, ale nie wyglądał na zaskoczonego.

– Ta starsza kasjerka? – upewnił się, jakby chciał to sobie zwizualizować. – Ta, co przyszła pijana?

– Tak… – Magda kiwnęła głową, nie podnosząc wzroku. – Jest… doświadczona. Nie będzie problemów. I… ma coś do stracenia. Bardzo dużo.

Przez chwilę panowała cisza. Tylko oddech Wiśniewskiego – ciężki, spokojny.

W końcu mężczyzna westchnął, jakby trochę rozczarowany, ale jednocześnie zaintrygowany.

– Dobrze. – Zapiął pasek do końca. – Przyprowadź ją. Teraz.

Magda podniosła się powoli, nogi miała jak z waty.

– Jest na kasie piątej… – zaczęła.

– To idź po nią – przerwał jej. – Powiedz, że potrzebujesz jej w magazynie. Że jest jakaś pilna sprawa z towarem. Albo wymyśl, co chcesz. Ale przyprowadź.

I szybko. Nie mam całego dnia.

Magda wyszła z pomieszczenia socjalnego na miękkich nogach. Korytarz wydawał się nagle bardzo długi.

Kiedy dotarła do kasy nr 5, Ania właśnie pakowała zakupy starszej pani – precyzyjnie, szybko, z tym swoim charakterystycznym, trochę zmęczonym uśmiechem. Krótkie, siwiejące włosy zaczesane do tyłu, drobna sylwetka w służbowym fartuchu, który i tak nie mógł ukryć, że pod spodem wciąż jest w bardzo dobrej formie.

– Aniu… – Magda przełknęła ślinę. – Możesz na chwilę ze mną? Do magazynu. Jest… problem z dostawą. Pilne.

Ania spojrzała na nią zaskoczona, ale kiwnęła głową.

– Jasne, szefowo. Zaraz wracam – rzuciła do koleżanki z sąsiedniej kasy i ruszyła za Magdą.

Idąc korytarzem Magda czuła, że zaraz zwymiotuje. Nie mogła spojrzeć Ani w oczy.

Weszły do pomieszczenia socjalnego. Wiśniewski stał przy stole, ręce skrzyżowane na piersi. Drzwi zamknęły się za nimi z tym samym cichym kliknięciem.

Ania zamarła.

– Co tu się…?

Magda nie dała jej dokończyć.

– Aniu… przepraszam – powiedziała drżącym głosem. – Kontrola… jest bardzo źle. Bardzo dużo uchybień. Jeśli raport pójdzie tak, jak jest… obie wylecimy. Ty z największym hukiem. Pijana w pracy… to będzie koniec.

Ania powoli przeniosła wzrok z Magdy na Wiśniewskiego. Potem z powrotem na Magdę.

– Co… co on chce?

Wiśniewski uśmiechnął się kącikiem ust.

– Niewiele. Małą przysługę. Na kolanach. Szybko i dobrze. I wtedy raport będzie… łaskawy.

Ania patrzyła na niego przez długie sekundy. Potem na Magdę. W jej oczach pojawiło się coś bardzo zimnego.

– Ty… ty mnie sprzedajesz? – zapytała cicho.

Magda spuściła głowę.

– Przepraszam… nie miałam wyboru…

Ania milczała jeszcze chwilę. Potem zrobiła krok do przodu.

Spojrzała Wiśniewskiemu prosto w oczy.

– Dobra – powiedziała twardo. – Zróbmy to. Ale szybko. I bez głupich numerów.

Rozpięła górny guzik fartucha. Potem drugi. Klęknęła przed nim bez wahania.

Wiśniewski spojrzał na Magdę.

– Możesz iść – powiedział spokojnie. – Poczekasz na korytarzu. Jak skończymy… dam ci znać.

Magda wyszła. Drzwi zamknęły się za nią.

Stało na korytarzu dobre dziesięć minut.

Słyszała tylko przytłumione dźwięki – szelest materiału, ciche westchnienia, mokre odgłosy.

W końcu drzwi się otworzyły.

Ania wyszła pierwsza. Usta miała zaczerwienione, włosy lekko w nieładzie. Nie patrzyła na Magdę.

– Załatwione – rzuciła chłodno. – Raport będzie czysty.

Minęła ją bez słowa i poszła w stronę kasy.

Wiśniewski wyszedł chwilę później. Poprawił koszulę.

– Bardzo… profesjonalna – skomentował z lekkim uśmiechem. – Raport napiszę dziś po południu. Pozytywny.

A pani… – spojrzał na Magdę z góry – …dobrze wybrała.

Odszedł korytarzem bez pożegnania.

Magda została sama.

Opadła plecami na ścianę i osunęła się na podłogę.

Wiedziała, że właśnie przekroczyła jakąś granicę.

I że Ania nigdy jej tego nie wybaczy.

***

Perspektywa Ani – pomieszczenie socjalne, kilka minut później

***

Drzwi zamknęły się za Magdą z cichym, ostatecznym kliknięciem.

Ania klęczała na zimnym linoleum. Fartuch rozpięty do pasa, bluzka pod nim pognieciona, ręce opuszczone wzdłuż ciała. Czuła, jak serce wali jej w mostku, ale twarz miała twardą jak kamień.

Wiśniewski stał nad nią. Nie spieszył się. Patrzył z góry, jakby oceniał towar na taśmie produkcyjnej.

– No – rzucił oschle. – Skoro już tu jesteś, to pokaż, co potrafisz. Nie mam czasu na grę wstępną.

Rozpiął pasek jednym szarpnięciem. Spodnie opadły mu do kostek. Członek już twardy, gruby, żylasty – taki, który nie prosi o delikatność.

– Otwórz – powiedział sucho. Żadnego „proszę”, żadnego „może”. Rozkaz.

Ania zacisnęła szczękę. Spojrzała mu w oczy przez sekundę – zimne, obojętne, jakby już widział tysiąc takich sytuacji. Potem opuściła wzrok i rozchyliła usta.

Wsunął się bezceremonialnie. Głęboko od razu. Poczuła, jak główka uderza w podniebienie, jak gruby trzon wypełnia całą przestrzeń. Żadnego stopniowania, żadnego czekania, aż się przyzwyczai.

Złapał ją za włosy – nie brutalnie, ale mocno. Zaczął poruszać biodrami. Krótko, szybko, rytmicznie. Jakby sprawdzał, czy maszyna działa.

– Głębiej – warknął, kiedy próbowała się lekko cofnąć. – Nie udawaj delikatnej. Wiesz, jak to się robi.

Ania zamknęła oczy. Oddychała nosem, starała się rozluźnić gardło. Wzięła go całego – do samego końca, aż nos dotknął jego brzucha. Poczuła, jak żyły pulsują jej na języku. Smak soli, potu, lekkiej goryczy.

Wiśniewski nie wydawał żadnych jęków. Tylko oddech robił się cięższy. Kontrolowany. Jakby nawet przyjemność trzymał na krótkiej smyczy.

– Język – rzucił nagle. – Pracuj językiem, nie tylko ustami.

Ania posłuchała. Lizała spód, krążyła wokół żołędzi, ssała mocniej przy wyjściu. Robiła to mechanicznie, ale dokładnie – tak, jak robi się coś, co trzeba przetrwać.

Po minucie zmienił tempo. Mocniej, głębiej, szybciej. Trzymał jej głowę obiema dłońmi. Teraz już nie udawał uprzejmości. Po prostu pieprzył jej usta – mocno, pewnie, bez litości.

Ania czuła łzy napływające do oczu – nie ze smutku, tylko odruchowo, od braku powietrza. Ślina spływała jej po brodzie, kapała na podłogę. Fartuch pod kolanami robił się mokry.

W końcu napiął się cały. Złapał ją za kark, przycisnął mocno i skończył – głęboko w gardle, bez ostrzeżenia. Pulsował długo, wytryskując kolejne porcje. Ania przełknęła, co musiała. Reszta spłynęła jej po brodzie, kiedy w końcu ją puścił.

Wiśniewski cofnął się o krok. Poprawił spodnie. Nawet nie dyszał.

– Nieźle – powiedział obojętnie, jakby oceniał kawę w automacie. – Profesjonalnie. Raport będzie czysty.

Wyciągnął z kieszeni chusteczkę, rzucił jej pod nogi.

– Wytrzyj się. I wracaj do kasy. Nie chcę, żeby ktoś zauważył, że cię nie ma za długo.

Ania podniosła chusteczkę. Wytarła usta, brodę, szyję. Wstała powoli. Nogi jej drżały, ale twarz miała kamienną.

Nie spojrzała na niego. Nie powiedziała ani słowa.

Otworzyła drzwi. Wyszła.

Na korytarzu minęła Magdę, która wciąż stała oparta o ścianę, blada jak ściana.

Ania zatrzymała się na sekundę.

– Załatwione – rzuciła zimno, nie patrząc jej w oczy. – Raport będzie czysty.

I poszła dalej – prosto na kasę nr 5, jakby nic się nie stało.

What's next?

Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)