Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)

Chapter 18 by wt310 wt310

What's next?

Scenariusz

Scenariusz Mariusza

Mariusz oparł się wygodniej w fotelu.

Nie zauważył uchylonych drzwi – wąskiej szpary, za którą stała Monika, wstrzymując oddech, z policzkami płonącymi i sercem walącym jak oszalałe.

Spojrzał na Magdę – prosto, bez wstydu, z tym samym błyskiem w oku, co kiedyś, gdy opowiadał Basi o swoich fantazjach.

– No to słuchaj, Basiu… – zaczął spokojnie, głosem niskim, ochrypłym, ale pełnym ciepła i podniecenia. – Mam scenariusz.

Dokładny.

Tak, jak chciałaś.

Zrobił krótką pauzę, delektując się każdym słowem.

– Najpierw… wracam do domu po pracy.

Zmęczony, ale szczęśliwy, że cię widzę.

Ty czekasz na mnie w salonie – w ładnej, eleganckiej sukience, takiej, która opina talię i kończy się tuż za kolanami.

Czarne, cienkie rajstopy z delikatnym paskiem z tyłu – takie, co lekko błyszczą w świetle lampy.

Pod spodem najseksowniejsza bielizna z szafy mamy – koronkowy stanik z fiszbinami i pełne, figowe majtki, czarne, z koronką na brzegu.

I obcasy – czarne, na średnim słupku, żebyś szła seksownie, z tym charakterystycznym stukotem.

Uśmiechnął się szerzej, jakby już widział tę scenę.

– Wchodzę.

Zdejmuję kurtkę, rzucam ją na krzesło.

Ty podchodzisz, całujesz mnie w policzek i pytasz słodko: „Kochanie, jesteś głodny? Chcesz coś zjeść?”

Ja kiwam głową.

„Tak, skarbie. Nakryj do stołu.”

Siadam przy stole.

Ty krzątasz się po kuchni – sukienka lekko faluje, obcasy stukają po podłodze, rajstopy szeleści przy każdym kroku.

Nakrywasz – talerz, sztućce, kieliszki.

Podajesz ciepły obiad – gulasz z kluskami, pachnący majerankiem i cebulą.

Ja próbuję.

Jem powoli, z przyjemnością.

W pewnym momencie odkładam widelec.

Patrzę na ciebie i mówię spokojnie:

„Czegoś brakuje, kochanie.

Podejdź bliżej.”

Ty podchodzisz.

Ja odsuwam się na krześle.

Każe ci położyć się przez moje kolana – tak jak niegrzeczne dziewczynki.

Podciągam ci sukienkę – bardzo powoli, centymetr po centymetrze, aż odsłonię pośladki w czarnych rajstopach z paskiem.

Głaszczę je… ugniatam… długo, spokojnie, żebyś poczuła ciepło moich dłoni przez nylon.

Potem pytam cicho:

„Byłaś dzisiaj grzeczna? Co robiłaś w domu, jak mnie nie było?”

Ty odpowiadasz – drżącym, ale podnieconym głosem:

„Byłam niegrzeczna…

Miałam sprośne myśli o innych mężczyznach…

Myślałam o nich w pracy… jak wyglądają nago… jak by to było wziąć ich w usta… albo poczuć ich w sobie…

O tym, jak by mnie brali mocno… od tyłu… na stojąco…

Jestem bardzo niegrzeczną dziewczynką…”

Twoje słowa sprawiają, że sama się podniecasz – głos ci drży, biodra zaczynają się delikatnie poruszać.

Ja słucham uważnie.

Potem mówię:

„No to policzymy karę.

Do dziesięciu.”

Zaczynam dawać klapsy – nie za mocne, ale wystarczająco, żeby pośladki zrobiły się ciepłe i lekko czerwone pod nylonem.

Każdy klaps – to ciepło, które rozlewa się po całym ciele.

Ty liczysz – drżącym głosem, z lekkim westchnieniem po każdym uderzeniu.

Gdy dojdziemy do dziesięciu…

każe ci wejść pod stół.

Przysuwam się.

Jem dalej – powoli, spokojnie.

W pewnym momencie… czuję twoje ręce.

Każe ci rozpiąć mi rozporek.

Wyciągnąć fiuta – już twardy, pulsujący.

„Najpierw liż… tylko językiem.

Wolno.

Smakuj.”

Dopiero po chwili mówię:

„Teraz weź do ust.”

Ssiesz powoli… głęboko… pilnując, żebym za szybko nie doszedł.

Bo to dopiero rozgrzewka.

Gdy kończę jeść… wychodzisz spod stołu.

Wchodzisz na tapczan.

Opierasz się rękoma o oparcie.

Wypinasz pupę.

Ja podchodzę.

Zaczynam masować ci stopy – dokładnie, powoli, ugniatam każdy palec, przesuwam kciukiem po podbiciu, rozluźniam napięte mięśnie.

Chcę, żebyś poczuła się dobrze.

Żebyś westchnęła z ulgą.

Gdy już jesteś rozluźniona…

podciągam sukienkę znowu.

Zaczynam delikatnie całować pośladki – przez rajstopy na początek.

Potem kieruję się niżej… aż do stóp.

Ssę je… liżę… wylizuję każdy paluszek, powoli, z lubością.

Potem… siadam na fotelu.

Każe ci się rozebrać.

Zostajesz naga.

Robisz to powoli… trochę się wstydząc, zakrywając dłońmi piersi, potem opuszczasz ręce.

Każe ci się dotykać – piersi, sutki, waginę.

Patrzę… powoli się rozbieram.

Jak już jestem nagi… każe ci iść do łazienki.

Idę za tobą.

Co jakiś czas daję ci klapsa – lekkiego, figlarnego.

W łazience…

Każe ci włączyć prysznic.

Dołączam do ciebie.

Myjemy się wzajemnie – powoli, zmysłowo.

Żeby zmyć cały dzień.

Palce ślizgają się po skórze, po piersiach, po brzuchu, po pośladkach.

Jak już jesteśmy czyści… zabieram cię do sypialni.

Przywiązuję ci ręce krawatami do wezgłowia – delikatnie, ale pewnie.

Znowu ssę twoje stopy… liżę coraz wyżej… aż dochodzę do łona.

Robię ci minetę – długo, powoli, tak jak potrafiłem najlepiej.

Językiem po łechtaczce… palcami w środku… dopóki nie dojdziesz – mocno, z drżeniem, z westchnieniem.

Potem… siadam na tobie okrakiem.

Wprowadzam kutasa do twoich ust.

Kontrolowane tempo, głębokość.

Jak już będę blisko… odpuszczam.

Wracam między twoje nogi.

I tu daję ci wybór:

analny… czy klasyczny.

Jeśli analny – będę delikatny, ale za każdym razem będę wchodził głęboko i mocno, aż do spustu.

Jeśli klasyczny – będę robił to szybko, intensywnie… i na koniec spuszczę ci się na twarz.

Potem będę karmił cię palcem moją spermą… aż wytrę cię do sucha.

Na sam koniec…

Rozwiązuję cię.

Idziemy pod prysznic jeszcze raz.

Tym razem… proszę cię, żebyś na mnie nasikała.

Tak jak kiedyś Basia prosiła mnie, żebym ja na nią.

Chcę poczuć ten ciepły strumień… na klatce piersiowej, na brzuchu… na twarzy.

I jeszcze jedno…

po tym wszystkim… chciałbym, żebyś ty zrobiła mi rimming.

Żebyś uklękła za mną… i wylizała mnie tam… powoli, zmysłowo…

Żebyś poczuła smak, zapach… żebyś to zrobiła, bo sama chcesz.

To będzie cały scenariusz.

Mariusz westchnął głęboko.

– To wszystko.

Nic więcej.

Wolno.

Zmysłowo.

Tak, żebyśmy oboje poczuli… że żyjemy.

Cisza.

Magda siedziała nieruchomo.

Jej oddech był płytki, szybki.

Sutki twarde pod bluzką.

Między nogami mokro, gorąco.

Za uchylonymi drzwiami Monika wciąż stała.

Słuchała każdego słowa – z szeroko otwartymi oczami, z policzkami płonącymi.

Mariusz spojrzał na Magdę.

– I co, Basiu?

Podoba ci się mój scenariusz?

Magda przełknęła ślinę.

– Zastanowię się – szepnęła. – Bardzo dokładnie… się zastanowię.

Wstała.

Nogi drżały jej lekko.

Mariusz uśmiechnął się – spokojnie, z nadzieją.

Magda wyszła z salonu.

Za drzwiami Monika wciąż stała – niewidoczna, ale bardzo blisko.

I czekała na jutro.

What's next?

More fun
Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)