Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)

Chapter 4 by wt310 wt310

What's next?

Krzysiek wielki niedźwiedź

Magda czuła, że zaraz się rozpadnie.

Kolana jej drżały, w gardle stała gorzka klucha.

– Krzyśka… – wyszeptała w końcu, jakby samo imię bolało. – Wybieram Krzyśka.

Wiśniewski zmrużył oczy. Przez chwilę nie mówił nic, potem na jego ustach pojawił się bardzo powolny, prawie leniwy uśmiech.

– Ten wielki niedźwiedź z magazynu? – upewnił się. – Ten, co wygląda, jakby mógł mnie złamać w pół?

Magda kiwnęła głową, wciąż patrząc w podłogę.

– Tak… Przyłapałam go niedawno na wynoszeniu kawy. Ostrzeżenie ustne. Bez wpisu. Ale wie, że następnym razem zgłoszę na policję.

On… zrobi wszystko.

Wiśniewski skinął głową, jakby właśnie dostał najciekawszą propozycję z całej trójki.

– Idź po niego. Powiedz, że pilna sprawa w pomieszczeniu socjalnym. Że trzeba coś pilnie przesunąć.

I nie daj mu się domyślić. Chcę zobaczyć jego minę.

Magda wyszła. Każdy krok bolał.

Krzysiek był w małym magazynie – układał palety z sokami. Wielki, prawie dwa metry wzrostu, szeroki w barach, gęste owłosienie widoczne nawet przez kołnierz koszulki polo. Łagodne oczy, ale teraz spięte – wiedział, że wciąż wisi nad nim to ostrzeżenie.

– Krzysiek… – zaczęła Magda cicho. – Chodź na chwilę do pomieszczenia socjalnego. Jest pilna sprawa. Trzeba coś… przesunąć.

Spojrzał na nią zaskoczony, ale kiwnął głową i poszedł za nią bez pytania.

Kiedy weszli i drzwi się zamknęły, Krzysiek od razu wyczuł, że coś jest nie tak.

Spojrzał na Wiśniewskiego, potem na Magdę, potem znowu na kontrolera.

– Co jest? – zapytał niskim, basowym głosem.

Magda przełknęła ślinę.

– Kontrola… wyszła bardzo źle. Bardzo dużo uchybień. Jeśli raport pójdzie tak, jak jest… dostaniesz wpis do akt. Następna kradzież – zgłoszenie na policję.

Krzysiek… przepraszam… ale on… on chce… żeby ktoś mu zrobił laskę. Na kolanach. I wtedy raport będzie czysty.

Krzysiek zamarł.

Twarz mu poczerwieniała.

Zrobił krok w tył, jakby chciał wyjść.

– Co ty pierdolisz, Magda? – warknął cicho. – Ja… ja nie… nie jestem… – urwał, zacisnął pięści.

Wiśniewski stał spokojnie, ręce skrzyżowane na piersi.

– Masz wybór – powiedział sucho. – Albo robisz. Albo jutro rano dzwonię po patrol. A ty idziesz siedzieć za kradzież w miejscu pracy.

Krzysiek patrzył na nich oboje.

Oddech mu się przyspieszył.

W oczach miał mieszankę wściekłości, wstydu i panicznego strachu.

– Ja… nigdy… nie robiłem nic takiego… – powiedział bardzo cicho, prawie do siebie.

– Nikt nie robi za pierwszym razem – rzucił Wiśniewski obojętnie. – Klęknij. Otwórz usta. I zrób robotę.

Albo jutro rano witaj w areszcie.

Krzysiek stał jeszcze dobre dziesięć sekund.

Potem, bardzo powoli, opadł na kolana.

Ręce mu drżały.

Wiśniewski rozpiął spodnie.

Wyjął grubego, żylastego penisa.

Krzysiek patrzył na to przez chwilę z wyraźnym obrzydzeniem.

Ale w końcu zamknął oczy.

Rozchylił usta.

Pierwsze ruchy były sztywne, nieporadne, pełne oporu.

Zęby muskały skórę, głowa ruszała się mechanicznie, zbyt sztywno.

Wiśniewski złapał go za włosy i zaczął prowadzić – powoli, ale zdecydowanie.

– Głębiej – mruknął. – Nie udawaj świętego. Pracuj językiem.

Krzysiek posłuchał.

Zaczął lizać spód, ssać mocniej.

Z początku z obrzydzeniem, potem… coraz bardziej mechanicznie.

W pewnym momencie jego oddech stał się cięższy.

Ręce, które najpierw trzymał sztywno przy ciele, odruchowo powędrowały na uda Wiśniewskiego – jakby dla równowagi.

Minęło kilka minut.

Wiśniewski przyspieszył.

Krzysiek już nie walczył.

Ssał mocniej, głębiej, nawet sam przyspieszał ruchy głową.

W końcu Wiśniewski napiął się cały.

Wyciągnął się w ostatniej chwili i skończył – na brodzie, na policzku, na szyi Krzyśka.

Krzysiek klęczał jeszcze chwilę z zamkniętymi oczami.

Kiedy otworzył – w jego spojrzeniu było coś nowego.

Nie tylko wstyd.

Było tam też… zaskoczenie.

I może coś jeszcze.

Wiśniewski poprawił spodnie.

– Nieźle jak na pierwszy raz – skomentował spokojnie. – Raport będzie czysty.

Spojrzał na Magdę.

– Możecie iść.

Krzysiek wstał bardzo powoli.

Nie spojrzał na Magdę.

Tylko wytarł twarz rękawem i wyszedł bez słowa.

Magda została sama z Wiśniewskim.

– Widziałaś? – zapytał cicho, z lekkim uśmiechem. – Czasem ludzie sami się zaskakują.

Wyszedł.

Magda osunęła się na krzesło.

What's next?

Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)