Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)

Chapter 28 by wt310 wt310

What's next?

Dokończyć scenariusz

Monika stała w progu łazienki, jej dłoń wciąż w dłoni Magdy, woda spływająca po nich obu jak ciepła, zmysłowa kurtyna. Obie oddychały ciężko – Magda po orgazmie, Monika z podniecenia, które paliło ją od środka. Ich spojrzenia spotkały się – pełne zrozumienia, pożądania, bez słów.

Wtedy usłyszały hałas z pokoju Mariusza – lekkie skrzypnięcie łóżka, potem cichy, drżący głos:

– Basiu…? – zawołał Mariusz, słabo, ale wyraźnie. – Przyjdziesz… dokończyć, co zaczęliśmy?

Magda zamarła.

Jej ciało wciąż drżało po orgazmie – sutki wrażliwe, waginę czuła jak pulsującą, mokrą, nie do końca zaspokojoną. Podniecenie nie odpuszczało, woda pod prysznicem tylko je podsycała. Wahanie było krótkie – sekunda, dwie. „Dokończyć…? Teraz? Z nim?” – pomyślała. Ale wspomnienie scenariusza, film, dotyk Moniki… to wszystko sprawiło, że decyzja przyszła sama. Wbrew lękowi, wbrew wszystkiemu – poszła.

Spojrzała na Monikę.

– Nagraj to – szepnęła cicho, ale zdecydowanie. – Tę część też. Chcę… pamiątkę.

Monika kiwnęła głową – oczy błyszczące. Wyjęła telefon z kieszeni dresu, który leżał na podłodze, włączyła nagrywanie.

Magda wyszła spod prysznica – naga, mokra, woda kapiąca na podłogę. Owinięta tylko ręcznikiem, poszła do pokoju Mariusza.

On siedział na łóżku, oparty o poduszkę, oczy półprzymknięte, ale pełne nadziei.

– Basiu… – szepnął. – Przyszłaś…

Magda podeszła bliżej.

Ręcznik opadł na podłogę.

Stanęła naga przed nim – woda wciąż spływała po skórze, włosy wilgotne, ciało rozpalone.

– To nie ja podyktuję scenariusz – powiedziała cicho, głosem drżącym od podniecenia. – To ja.

Mariusz kiwnął głową – powoli, z uśmiechem.

– Zgadzam się, kochanie – szepnął. – Mów… co chcesz.

Magda wspięła się na łóżko.

Uklękła na czworakach, wypięła się w jego stronę – pupa wysoko, twarz w poduszce, nogi lekko rozstawione.

– Wylizuj moje kakaowe oczko – powiedziała ochryple. – Tak głęboko, jak potrafisz.

Mariusz westchnął z ulgą.

Pochylił się.

Jego język dotknął jej odbytu – najpierw delikatnie, okrężnie, potem mocniej, wsuwał się do środka, lizał, ssał, jakby chciał wciągnąć w siebie każdy centymetr.

Magda jęknęła – to było nowe, obce, ale… przyjemne.

Wbrew sobie – waginę poczuła jak zaciskającą się, mokrą, gotową.

Potem Magda obróciła się.

– Połóż się na plecach – powiedziała.

Mariusz posłuchał.

Leżał nagi, penis półtwardy, oczy błyszczące.

Magda stanęła nad nim – nogi po obu stronach jego głowy.

Wzięła jedną stopę i podała mu do ust.

– Ssij – powiedziała. – Lizaj. Ssij każdy palec.

Mariusz wziął stopę w dłonie.

Zaczął lizać – podbicie, palce, ssał dużego palca jak cukierek, potem każdy inny, z pasją, z westchnieniami.

Magda zmieniła stopę – ta sama pieszczota, ten sam głód w jego oczach.

Potem usiadła mu na twarzy – delikatnie, ale pewnie.

Wprowadziła jego język do swojej piczki – mokrej, gorącej, pulsującej.

– Lizaj – szepnęła.

Mariusz lizał – językiem po łechtaczce, wsuwał do środka, ssał wargi sromowe.

Magda pochyliła się.

Złapała jego penisa – długiego, chudego, żylastego – i zaczęła masować – powoli, okrężnie, ugniatając główkę kciukiem.

Potem wprowadziła go do ust – głęboko, do gardła, tworząc idealne 69.

Mariusz jęknął w jej piczkę – wibracje przeszły przez jej ciało jak prąd.

Dał jej klapsa – lekkiego, na pośladku.

Potem drugiego.

– Jak chcesz, żeby to się skończyło? – zapytał, głosem zduszonym między jej udami. – Sexem klasycznym… bardzo sensualnym? Czy jak za dawnych czasów… od tyłu w mały czekoladowy otworek… ostro, z klapsami?

Magda westchnęła – język Mariusza nie przerywał.

– Opowiedz mi… o swoich dawnych czasach – powiedziała, ssąc go głębiej. – O Basi… jej fantazjach…

Mariusz jęknął.

– Basia… jako pielęgniarka… widziała tyle penisów… opowiadała o nich… o młodych chłopakach po wypadkach… o starszych panach z problemami…

Mówiła, że miała sprośne myśli… że chciała ich dotykać… ssać… brać do piczki… do pupy…

Że była niegrzeczną dziewczynką… i zasługuje na karę.

Magda jęknęła – podniecenie rosło.

Wzięła go głębiej do gardła, czując żyły pod językiem.

– Ja… jestem taka sama – szepnęła, odrywając usta na chwilę. – W pracy… widzę tyle mężczyzn… magazynierów… klientów…

Myślę o nich… jak by to było uklęknąć przed nimi… wziąć ich do ust… pozwolić, żeby mnie brali od tyłu… ostro… z klapsami…

Jestem niegrzeczną dziewczynką… zasługuję na karę…

Mariusz dał jej mocniejszego klapsa – nie boli, ale pali.

– Więc… jak chcesz skończyć? – zapytał znów, liząc mocniej.

Magda westchnęła – język w jej piczce, penis w ustach, podniecenie na granicy.

– Zbliż się… – szepnęła. – Ostro. Z klapsami. W mój mały czekoladowy otworek.

Mariusz jęknął głośno.

Scenariusz zaczął się zmieniać – według jej słów.

Magda obróciła się.

Wypięła się na łóżku.

Mariusz podszedł od tyłu.

Najpierw lizał – dziurkę, pośladki, uda.

Potem klaps – głośny, soczysty.

– Niegrzeczna dziewczynka… – mruknął. – Opowiadaj… o swoich fantazjach.

Magda jęknęła.

– W sklepie… magazynierzy… mają takie silne ręce… myślę, jak by mnie brali… ostro… w magazynie… na paletach…

Klapsy po pupie… policzkowanie kutasem po twarzy…

Jestem taka niegrzeczna… zasługuję na to…

Klapsy padały – jeden po drugim, rozgrzewając skórę.

Mariusz wprowadził – powoli, ale ostro, w jej ciasny, brązowy otworek.

Magda jęknęła – ból mieszał się z przyjemnością, podniecenie wygrało.

Ruchy były mocne, głębokie – z klapsami po każdym pchnięciu.

Magda dochodziła pierwsza – mocno, z drżeniem, z krzykiem stłumionym poduszką.

Mariusz po chwili – z głośnym jękiem, spuszczając się w środku.

Opadł obok niej.

Oboje oddychali ciężko.

Magda zamknęła oczy.

To było… odkupienie.

What's next?

More fun
Want to support CHYOA?
Disable your Ad Blocker! Thanks :)